W szkicu o weselach w miastach śląskich od początku XX wieku do końca okresu międzywojennego zamieszczonym w książce "Śląska kultura ludowa", Halina Gerlich wskazuje, że młodzi szukali żon i mężów w obrębie własnej grupy etnicznej, czyli wśród Ślązaków. Zolyty zaczynały się w chwili, gdy młody poprosił rodziców dziewczyny o zgodę na zabieranie jej na spacery i zabawy. Jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku mężczyźni starający się o rękę panny korzystali z pomocy swatów. W końcu sami w uroczysty sposób ujawniali swą prośbę. Przy tej okazji czasem całowali w rękę ojca wybranej dziewczyny. Charakterystycznym zwyczajem było chodzeniem młodych z kołoczem, które było także formą zapraszania na ślub. Wesele odbywało się zazwyczaj w mieszkaniu; często swoich izb użyczali sąsiedzi z familoków.
W miastach raczej sporadycznie odbywały się wieczory panieńskie, za to panowie bawili się hucznie na wieczorach kawalerskich. Dzień ślubu i wesela przypadał na wtorek, środę lub czwartek. W okresie międzywojennym zwyczaj wykupywania panny młodej występował sporadycznie. Na drodze do kościoła weselnicy napotykali bramy weselne, w których stali poprzebierani strażnicy, domagający się od młodych pieniędzy, darów w naturze lub wódki. Po ceremonii zaślubin orszak wracał do domu - na progu rodzice (czasem kucharki) witali młodych chlebem i solą. W dzień poprawin kobiety tradycyjnie oglądały dary weselne.
. Przed ślubem dziewczyna nie mogła stracić wianka, czyli dziewictwa. Jeśli urodziła nieślubne dziecko, nazywana była zowitką - może dlatego, że musiało być poczęte gdzieś za witkami, czyli w krzakach.
. Zwyczaj tłuczenia naczyń nazywany polterabendem wywodzi się z kultury germańskiej. W różnych okresach i regionach oznaczał co innego. Według wierzeń słowiańskich, był rytuałem odpędzania złych duchów.
. Przychodzący na zolyty kawaler dzień odwiedzin ustalał z ojcem dziewczyny. Najczęściej było to czwartkowe późne popołudnie, później sobota. Przed wojną, w 1939 roku, upowszechnił się zwyczaj ofiarowania wybrance pierścionka zaręczynowego.
. W ślubnej wyprawie panna dostawała od rodziców zwykle garnki, pierzyny, obrusy.
. Weselne stoły nakrywane były białymi obrusami i przyozdabiane gałązkami mirtu. Na obiad najczęściej podawano rosół, ziemniaki, kluski, mięso wołowe, wieprzowe i rolady, a do tego sałatki z kapusty. Na podwieczorek były ciasta: drożdżowe i kruche z serem, makiem, kruszonką. Podczas weselnej wieczerzy podawano kiełbasy i podroby. Goście pili piwo i wódkę, rzadziej wino.
Uroczystość weselna zaczynała się "wyprosem", czyli piękną oracją starosty, który wraz z orszakiem pana młodego przybywał do domu jego wybranki. Ta jednak ukrywała się w izbie, a panu młodemu przyprowadzano najpierw starą babę, a potem jeszcze kilka innych "narzeczonych". W końcu po długich targach i przemowach ojciec wydawał córkę przyszłemu zięciowi. Po wyprosie rodzice błogosławili młodych, po czym orszak weselny, przeważnie na wozach, wyruszał do kościoła. Po ślubie goście jechali do karczmy, w której odbywało się weselisko. Uczestniczyli w nim mieszkańcy całej wsi, więc przyjęcia - choć huczne i radosne - nie mogły być zbyt wystawne. Biesiadowanie przeplatano przyśpiewkami, przemowami, wnoszeniem toastów.